• Wpisów: 56
  • Średnio co: 24 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 16:54
  • Licznik odwiedzin: 1 444 / 1389 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
myszkamiki
 

        "Pierwszy raz zobaczyłem ich w tramwaju. Wsiedli do środka i tak jak wiele innych par, zajęli wspólne miejsce. Ona usiadła na jego kolanach, on objął ją ręką. Rozmawiali ze sobą, śmiali się i całowali. A może raczej, składali delikatne pocałunki na swoich wargach. Ale byli zupełnie różni od tego, do czego przyzwyczaili się pasażerowie. Dlatego zwracali powszechną uwagę.

     Kolejny raz widziałem ich na ławce w parku. Znów nie robili niczego nadzwyczajnego, ale ludzie, którzy ich mijali, patrzyli na nich dziwnie. Oni na szczęście, zatopieni we własnym świecie, zupełnie nie zwracali na to uwagi. Dla nich istnieli tylko oni sami.

      Trzeci raz ujrzałem tę parę za wysokim ogrodzeniem z metalowych prętów. Wtedy poznałem ich imiona. Adam i Ewa. Zawołał tak do nich pan w brązowym habicie, który opiekował się nimi i podobnymi do nich.

     Może domyśliliście się skąd wynikała ich niezwykłość? Jeśli nie, to już Wam mówię. Obydwoje cierpieli na zespół Downa. Właśnie dlatego budzili wszędzie taką sensację. Wszyscy już przyzwyczailiśmy się do obecności takich osób wśród nas i, poza dziećmi, potrafimy już zachować obojętne milczenie. Ale para zakochanych Downów, to rzecz wyjątkowa.

    Jestem taki jak wszyscy, więc bardzo zaintrygował mnie ich związek. Lubiłem przyglądać się, jak są dla siebie czuli, jak nie widzą poza sobą świata. Najbardziej fascynowało mnie w nich jednak to, jak niesamowicie trzymają się za dłonie. Ich kształt jest u osób cierpiących na Downa nieco inny i gdy je splatają, przypominają poskręcany pień wierzby. Ale przez to wydaje się, że żadna siła nie jest ich w stanie rozłączyć...

    Tak jednak nie było. Któregoś dnia zobaczyłem osowiałego Adama, przyklejonego do prętów ogrodzenia. Od tej pory widziałem go już tylko poza nimi, nigdy na zewnątrz, w parku, czy w tramwaju. Za każdym następnym razem wydawał mi się coraz starszy i starszy. Przez dwa miesiące przybyło mu co najmniej kilkadziesiąt lat. Wreszcie zestarzał się tak bardzo, że pozostało mu już tylko odejść.

       Bardzo chciałem poznać szczegóły tej historii, ale nie wiedziałem, jak to zrobić. Ich znajomych nie mogłem o to spytać, bo nie potrafiliby udzielić mi odpowiedzi. Pozostawali tylko ich opiekunowie, księża. Ale dlaczego mieliby mi coś powiedzieć?

      Z pomocą przyszedł mi przypadek. Kiedyś na drzwiach budynku, do którego przylegał ten niewielki teren otoczony metalowymi prętami, zobaczyłem kartkę: POSZUKUJEMY WOLONTARIUSZY. Przez chwilę przekonywałem się w duchu, że pcha mnie do środka chęć niesienia pomocy innym. Ale to nie była prawda.

     Skierowano mnie do brata Kamila. Zwalisty czterdziestolatek, ze swoim sumiastym wąsem i ogolonym czubkiem głowy, mógł zagrać zaściankowego szlachcica.

- Co pana do tego skłania? – zapytał, gdy usiadłem.

- Kiedyś, jeszcze w trakcie studiów, robiłem sporo rzeczy na zasadzie wolontariatu. Opiekowałem się nawet przez jakiś czas autystycznym dzieckiem.

- A potem?

- Potem pracowałem za pieniądze. Ale teraz jestem w swoim zawodzie wolnym strzelcem i czasem mam dużo czasu.

Wszystko, co mówiłem, było absolutnie prawdą. Ale brat Kamil był zbyt dobrym znawcą ludzkich dusz, by się dać na to nabrać.

- Czuję, że jest coś jeszcze.

- Ma ksiądz rację.

      Nie było sensu kłamać. Opowiedziałem, co mnie wepchnęło do środka. Przez chwilę myślałem, że mi podziękuje i wyprosi. Ale on tylko patrzył na mnie uważnie i nad czymś się zastanawiał. Wreszcie wstał, podszedł do szafy i otworzył ją. Schylił się do jakiegoś pudła, które stało na dole i przez chwilę w nim szperał. Wreszcie wyjął niewielką ramkę ze zdjęciem. Siadając, podał mi ją. Na fotografii byli Adam i Ewa, w strojach młodej pary. Wyglądali trochę nienaturalnie, jakby nie do końca pasując do otoczenia. Za to uśmiechnięci byli tak szeroko, jak wtedy, gdy chodzili trzymając się za dłonie.

- To zrobił taki jeden grafik. Po prostu wpasował na komputerze ich buźki w czyjąś ślubną fotografię. To była dla nich najważniejsza rzecz, największa świętość. Wieczorami siadali przed stolikiem, na którym stało to zdjęcie i godzinami potrafili się w nie wpatrywać. Kiedy Ewa umarła, zabraliśmy Adamowi tę fotografię.

- Czemu?

- Mieliśmy nadzieję, że zapomni. Wie pan, oni są jak dzieci. Wszystko mocniej przeżywają, ale też łatwiej rzeczy ulatują z ich pamięci. Pewnie to było naiwne myślenie, bo oni byli ze sobą bardzo długo, ale co mieliśmy zrobić?

- Ile oni mieli lat?

- Ewa, jak na osobę z zespołem Downa, była bardzo stara. Miała 42 lata. Adam też według tej skali nie był najmłodszy. Miał 25 lat.

- Wyglądali, jakby byli w jednym wieku.

- Bo ją bardzo odmładzała ta miłość – uśmiechnął się do własnych myśli. – Zastanawiał się pan kiedyś nad istotą miłości?

- Nawet sporo. Napisałem wiele lirycznych wierszy na ten temat.

- I jaka ta miłość była w pana wierszach?

- Raczej szczęśliwa. Starałem się zawsze taką ją zauważać.

- A czy była piękna?

- Myślę, że tak.

     Wstał zza biurka i przez moment przechadzał się w poprzek pokoju. Założył przy tym ręce do tyłu.

- A ich miłość taka nie była.

- Nie rozumiem.

- Bo widzi pan, ludzie kochają się w pięknie. W pięknych krajobrazach, pięknej architekturze, pięknych przedmiotach. I w pięknych ludziach. Prawda, że czasami gusty się zmieniają. Ale piękno ma również swój ponadczasowy charakter...

- Chyba nie chce ksiądz powiedzieć, że ludzie nie kochają osób, które nie są piękne.

- Oczywiście, że nie. Nie powiedziałem przecież, że kochają wyłącznie piękno, ale że kochają się w pięknych rzeczach i osobach. Miłość jest uczuciem, które nie da się wytłumaczyć kategoriami urody, ani żadnymi innymi racjonalnymi sposobami. Ale wiedzą o tym tylko sami zakochani.

- Chyba już rozumiem. Czyli, że sami potrafimy kochać miejsca i osoby na jakiejś irracjonalnej podstawie, ale miłość innych potrafimy sobie wytłumaczyć tylko racjonalnymi metodami.

- Dokładnie tak – usiadł z powrotem. – Jak byłem mały, właśnie ekranizowali “Potop”. Kiedy ludzie dowiedzieli się, kto ma zagrać Oleńkę, podniosły się zewsząd głosy oburzenia. I nie mówiono wtedy o Braunek, że jest kiepską aktorką. Twierdzono głównie, że nie jest wystarczająco piękna, by mógł się w niej zakochać Kmicic. Rozumie pan? Nie dość piękna! Nos ma trochę za długi, za chuda, za mały ma biust. Tych parę drobiazgów sprawiało, że ludzie nie wyobrażali sobie, by się w niej ktoś mógł szaleńczo zakochać.

    Znów się podniósł i przez chwilę krążył po pokoju

– Tak, chyba ma ksiądz rację. Wszyscy wierzą w miłość dwojga pięknych ludzi. A przecież ci piękni potrafią głównie kochać samych siebie. Zresztą, gdy jedna część pary jest brzydka, to ta ładniejsza połówka pomarańczy jest posądzana przez ludzi o interesowność.

– No właśnie – pokiwał głową. – Ale przynajmniej wierzą w to, że to brzydsze kocha naprawdę. Ale gdy obydwu połówkom, tej jednej pomarańczy, daleko do kanonów urody, to ludzie w ogóle nie chcą wierzyć w ich uczucia. Uważają, że takie paskudy są ze sobą, bo nie miały innego wyboru. Aż strach pomyśleć, co ludzie sądzili o ich uczuciu. Bo to – pokazał na trzymaną przeze mnie fotografię – bo to przecież była najbrzydsza miłość świata."
  • awatar bezznaczenia: Kocham :*
  • awatar FeeeniKs: oj może wytrwam, tym razem :P heh.. najbrzydsza miłość świata^^ ;)
  • awatar buziaczek: najbrzydsza miłość świata? żadna miłość nie jest brzydka! :-/
Pokaż wszystkie (3) ›
 

myszkamiki
 
eloooo.... Witam po krótkiej przerwie :)

Właśnie wróciłam z jeziora... :p O tej porze jest poprostu cudownie i bardzo romantycznie heheeh :-> Z całym moim rodzeństwem, po długim i ciężkim dniu tato zabrał nas na jeziorko :) Bawiłam się jak zwariowana...

Wracałam w bagażniku :p Nie zmieściłam się do auta, więc nie było wyboru.

P.S. Śliczny był dziś zachód słońca, świetnie wyglądał nad wodą :)
  • awatar bezznaczenia: bagażnik :D ja też tak chcem! :p :*
Pokaż wszystkie (1) ›
 

myszkamiki
 
Dzisiaj dzień taki sobie... Byłam u dentysty (nienawidze tego), troche pocierpiałam, ale co się nie robi dla zdrowych zębów :(
później leczyłam się... Zęby chyba nie powinny boleć jak się wychodzi od dentysty "sadysty"??? (to tylko retoryczne pytanie, bo juz się przekonałam jak jest naprawde)...

Przez cały dzień nie miałam neta :(

Zaś koniec dnia poprawił mi nastrój :-)Ze znajomymi wybrałam się na jezioro, pochl;ustaliśmy się troszeczkę,a później gril a także %%%%% z rodzinką... i wróciła moja siostra[A] :)

Jutrzejszy dzień zapowiada się świetnie, lecz to jeszcze zobaczymy...

W takim razie do jutra (o ile bede miała neta):/

Bu$ki
  • awatar FeeeniKs: eeee ja się nigdy nie bałam dentysty :P
Pokaż wszystkie (1) ›
 

myszkamiki
 
No i byłam nad jeziorem, super:-) Woda poprostu cudowna... wymarzona pogoda.
Jutro powtórka... a może coś ciekawszego się wydarzy??? Kto wie???
Zobaczymy...
  • awatar FeeeniKs: oj chłopców jest tak dużo jak rybek w morzu :p ja chyba dopiero za jakieś 2 dni pojadę nad jakieś jeziorko, żebym znowu się nie spaliła :p
  • awatar bezznaczenia: a może kogoś fajnego się w końcu spotka?? żeby można go było zabrać na weselicho :D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

myszkamiki
 
Czy może z Was ma jakiś pomysł na "zabicie" nudy??? Chętnie przyjmę jakieś propozycje, bo już nie mogę usiedzieć w domu:***
  • awatar buziaczek: Poopalaj się ze mną. <jutro?> Bu$Q :-*
Pokaż wszystkie (1) ›
 

myszkamiki
 
Dzisiaj postanowiłam założyć blog... nie z jakiejś tam fascynacji netem czy z ciekawości jak to jest lecz tylko ze zwykłej nudy:p  
Na dworze strasznie gorąco (choć uwielbiam lato), nie ma co robić a na jezioro idę dopiero pod wieczór jak się ochłodzi.

Więc co robić...

Siadam na neta i zakładam blog...
Wydawało mi się, że to tylko strata czasu, ale jak się nie ma co robić... to poco leniuchować:p
Lepiej już popisać niż umrzeć z nudy...

Pozdrawiam i Bu$$$Ka:***